Nie jestem znawcą nieruchomości. Szukam natomiast takiego małego kawałka świata, dla siebie, świata, w którym będzie mój azyl, cisza, harmonia i nieład jednocześnie. O tym na co zwracam uwagę przy kupnie mieszkania teraz.

Na co zwracam uwagę przy kupnie mieszkania?

Zakup mieszkania powinien być na tyle przemyślany, że jest to inwestycja na co najmniej dwadzieścia lat – pół życia. Niestety koszt mieszkania zarówno na rynku pierwotnym, czy wtórnym jest równie wysokie. Zajebiście wysokie – powinienem napisać. Liczyłem, obliczałem, kalkulowałem i porównywałem, w końcu stanąłem przed pierwszym, a zarazem bardzo ważnym pytaniem:

Rynek pierwotny, czy rynek wtórny?

Nie wiem. Do tej pory, po prostu nie wiem. To bardzo indywidualny wybór. To coś pomiędzy młotem, a kowadłem. Może pokrótce wyjaśnię różnicę. Mieszkania z rynku pierwotnego to inaczej nowo wybudowane, w stanie deweloperskim, czyli mieszkanie jest puste, gołe, bez niczego, same ściany i beton – nigdy przez nikogo nie zamieszkałe. Natomiast nieruchomości z rynku wtórnego to potocznie nazywane mieszkania używane, po przejściach, ze śladami po remontach, zamieszkałe wcześniej przez innych lokatorów.

Jedni radzą, że rynek pierwotny, jest najlepszym wyborem, natomiast ci drudzy, że mieszkania używane z rynku wtórnego są tańsze, a różnicę w cenie, można przeznaczyć na finalny remont, pod klucz.

Dla mnie, dla osoby, która nie zna się na nieruchomościach, ani na budowlance, ani na sprzedaży mieszkań, to trochę podejmowanie decyzji, jak skreślanie liczb w totolotka. Może się uda, może nie… Raczej się nie uda.

Postanowiłem, podejść do tematu łopatologicznie. Przeliczyłem, ile mniej więcej w miejscowości, w której poszukuję lokum, kosztuje metr kwadratowy mieszkania na rynku pierwotnym i na rynku wtórnym. Wydaje mi się, że trwa aktualnie tak zwany potocznie bum mieszkaniowy, albo trafiam na tak chu*owe oferty. Być może, moje oczekiwania są wygórowane. Określają się do: dwóch pokoi, konkretnego osiedla, stanu (w przypadku mieszkań na rynku wtórnym), dzielnicy i przede wszystkim do PIĘTRA, na którym mieszkanie będzie się znajdowało! Wracając do tematu, z moich kalkulacji, wynika, że mieszkanie na rynku wtórnym, jest tańsze zaledwie o 500-800 zł za metr kwadratowy od mieszkania deweloperskiego. Dochodzę do wniosku, że albo popie*doliło ludzi, którzy dwudziesto, trzydziesto letnie mieszkania, które dostali za symboliczną złotówkę, sprzedają za krocie, w stanach często skrajnie tragicznych, do generalnego remontu, albo po prostu ja mam wygórowane oczekiwania (choć tak nie jest).

Tak czy inaczej, na dzień dzisiejszy postanowiłem, że wolę mieszkać (z założenia) z młodymi ludźmi w sąsiedztwie, z betonem na ścianach, a w konsekwencji mieszkanie urządzić je wedle moich wizji, mieć równe ściany, sufity i podłogi (również z założenia) oraz mieszkać w zadbanej okolicy, tym samym nie przekraczając czynszu miesięcznego wynoszącego ponad pięćset plus. Nie potrafię wyobrazić sobie, mieszkania w sąsiedztwie moherowych klimatów, którym wszystko i wszyscy przeszkadzają. Żyję, i z życia chcę korzystać – skoro co miesiąc mam płacić, za możliwość bycia „na swoim”.

Lokalizacja

Oczywiste jest, że każdy ma inne oczekiwania, każdy szuka czegoś innego. Nie szukam mieszkania w okolicy szkół, przedszkoli. Wnet unikam. Nie wyobrażam sobie, aby o 7:24 budził mnie jazgot i ryk dzieciaków, które obwieszczają sąsiadom, że to dla nich kolejny ciężki dzień przedszkola. Mam dość stresujące życie, nie lubię dzieci i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Odwracając kartę, nie chciałbym mieszkać w sąsiedztwie z lasem, być taki wynaturzony. NIE! Chyba nawet bałbym się takiej sytuacji, włączyłyby mi się akcje rodem ze strasznych historii. Ostatnia, istotna dla mnie kwestia, to uniknięcie sąsiedztwa lotniska, albo stacji kolejowej.

Opłaty

Gdybym miał w jakikolwiek sposób siebie sklasyfikować, to nie zaliczyłbym siebie do sknerów. Nie jestem oszczędny, nawet powiedziałbym, że mam problem z oszczędzaniem, odkładaniem i tym podobnymi czynnościami. Co też nie znaczy, że żyję jak świnia: krótko, ale dobrze. NIE! Znam swoje możliwości finansowe i staram się w nich mieścić. Zatem, opłaty mieszkaniowe są dla mnie ważne, własne „M”, nie może przekroczyć budżetu przeznaczonego na najem, czyli moją aktualną sytuację mieszkaniową. Szukam więc mieszkania, gdzie czynsz nie jest rdzą z lat prl-owskich, które są bliskie wcześniej wspomnianego plus pięćset. Skoro mam płacić, to za to z czego korzystam, a nie dlatego, bo zarząd spółdzielni liczy dziesięć, czy więcej osób i każdej należy się spora pensja.

Drugi istotny element, to ogrzewanie. Powinno być miejskie, a nie gazowe – z racji opłat, ale przede wszystkim z bezpieczeństwa. Gaz, do dnia dzisiejszego – mimo, przeróżnych czujników i wykrywaczy, to tak zwany cichy zabójca, któremu nie chcę  się narażać. Postanowiłem uniknąć ogrzewania gazowego, a co za tym idzie jakiegokolwiek podłączenia gazu w mieszkaniu. Szukam mieszkania z ogrzewaniem miejskim. Opłaty są mniejsze, a ciepło znacznie wydajniejsze.

Miejsce przyjazne dla zwierząt

Jako, że jestem odpowiedzialnym i świadomym potrzeb mojej Bell, szukam mieszkania poniekąd pod nią. Fajnie, gdyby w okolicy znalazł się park, albo prowizoryczny lasek, gdzie mógłbym chodzić na spaceru z moim pupilem. Domyślam się, kontrowersji, która wynika z tego co wcześniej napisałem, że przedszkola nie, a park dla pieska tak. Otóż, każdy żyje jak chce, dla innych są ważne ich dzieci, a dla mnie mój pies.

Układ mieszkania i miejsce parkingowe

Zdecydowanie, to najważniejszy punkt na mojej liście, na co zwracam uwagę przy kupnie mieszkania. Jeśli padłoby na rynek wtórny (czego na tę chwilę nie dopuszczam), to nie może to być taki zaściankowy, zacofany, niefunkcjonalny układ tak zwanych pokojów przechodzonych. Nie wyobrażam sobie mieć pokoju, przez który przechodzą wszyscy goście, żeby w konsekwencji znaleźć się w salonie. Po raz trzeci, wielkie NIE! Układ mieszkania powinien być intuicyjny,  jasny i oczywiście z miejscem parkingowym. Ważne, aby salon połączony był z aneksem kuchennym i balkonem.

Dlaczego zatem nie domek jednorodzinny

Wiem, wiem, moje wymagania są ogromne, jak we wszystkich działaniach, które podejmuję w życiu, jednak mimo, że dom jednorodzinny byłby najbliższy tego, czego oczekuję, to willa z basenem po prostu odpada. Nie jestem typem faceta, który marzy, by posadzić dąb, i te inne pierdulety. I też nie jestem typem, który na starość chce siedzieć w bujanym fotelu, przed rozpalonym kominkiem. W sumie brzmi miło, ale zanim ta przyjemność nastąpiłaby, to należałoby wcześniej skosić trawę, zgrabić liście, przynieść drewno do kominka, napalić w piecu centralnym, i odśnieżyć chodnik przed posesją. Mimo wszystkich uroków domku jednorodzinnego, serdecznie podziękuję.

Takie są moje ogólne wytyczne i na to zwracam uwagę przy kupnie mieszkania. Jeśli je znajdę mam nadzieję, że niebawem zobaczycie je na blogu, więc do zbaczania w niedługim czasie, w kategorii wnętrza 🙂

Czym Wy kierowaliście, lub kierujecie, a może będziecie się kierować podczas zakupu własnego kawałka na ziemi?